Magia jesieni

słowa: Jan Wochnik;                               muzyka: Tadeusz Śmieja


Słońce opóźnia ranne wstawanie,                              D, A7, h, fis

słodkie brzemię jabłoń męczy,                                    G, A7, D

góry czekają aż spadnie na nie,

kolorów naście tysięcy.

 

I choć nadchodzi bezbarwna zima,            G, A7, D, h

daleko do wiosennej zieleni,                        G, A7, D, D7

mimo to uda nam się przetrzymać,

dzięki barwom i magii jesieni.

 

Drzewa zrzuciły letnie ubranie,

bo zżółkło srodze znoszone,

zanim włożą śnieżną piżamę,

stoją nagie przez mgłę otulone.

 

Jeże robię z liści poduchę,

lasy darzą grzybami,

kukurydzy dwie kolby suche,

z zimna szczękają zębami.

Marzenia starego trapera

słowa: Wiesław Wernic          muzyka: Tadeusz Śmieja


słońce zachodzi, ucicha wiatr;                              D, G, A, D

samotne ognisko płonie                                         G, A, D

pod ręką strzelba, trapera brat;

po niebie obłoki gonią

        chciałbym z obłokiem popłynąć w dal           G, A D, A0

        do miejsc gdzie nikt mnie nie czeka              D, A, D, D7

        gdzie preria śpi, a pluskiem fal                       G, A, D, A0

        podzwania nieznana rzeka                               G, A, D

i dotrzeć tam gdzie rośnie bór;

w zadumie swej mrocznej ciszy

i patrzeć jak gdzieś spada z gór

potok ze skalnej niszy

 

a kiedy wreszcie zróżowi świat;

zorza, co wstaje na wschodzie

chcę patrzeć jak bóbr, nasz młodszy brat

opuszcza swój dom na wodzie

       pochwycić chmurę, okiełzać ją

niczym dzikiego konia

       wskoczyć na grzbiet i przez mil sto

prerii przemierzać błonia

Starczy blues

 

słowa: Jan Wochnik          muzyka: Tadeusz Śmieja


W młodości góry schodziliśmy wszystkie,             E, A7
spało się w lesie lub na polu w słomie.                   E, H7
Teraz na szlaku łapiemy zadyszkę,                          E, A7
z napisem na plecach „wyścigu koniec".                 E, G0, H7, E
 
Wiemy co mówią o nas młodzi,                      A7, E
dwa stare zgredy, ale spoko luz,                    A7, E
lecz tak naprawdę nas to nie obchodzi,       A7, E
i śpiewamy nasz starczy blues.                      G0, F7, E
 
Ponoć poprawnie mówimy wystarczy,
lecz ta zasada to nie mus.
Nie tylko uwiąd może być starczy,
więc śpiewamy nasz starczy blues.
 
Piątka chłopaków i tyleż dziewczynek,
co daje w sumie niezłą gromadkę.
Dla nich nie wiek nasz stanowi przyczynek,
do tego żeby nazywać nas dziadkiem.
 
Od lat już gramy i śpiewamy pieśni,
na strunach głosowych usiadły promile,
Nadgarstek złapał zapalenie cieśni
I palce cierpną, na szczęście na chwilę

WYZNANIE

słowa i muzyka: Jan Wochnik


Od dziecka już chodzę po górach, uczyli mnie tego rodzice,                    C, C7, F, C
że znajdę tam spokój dla ducha I pięknem swe oczy nasycę.                    F, C, D, G, G7
Gdy was wszystkich razem zebrałem, odkryłem prawdę znamienną,    
że wszystko, co kocham jest w górach, gdy wy jesteście ze mną.             F, C, F, G, C, C7
 
Co roku wyjeżdżam w Bieszczady, odwiedzić „Krupówki solińskie,”
wyskoczyć na Sine Wiry, wyruszyć w kierunku Caryńskiej.
Podziwiam uśpione doliny, spowite mgiełką zwiewną,
wszystko, co kocham jest w górach, gdy wy jesteście ze mną.
 
Radosne bieszczadzkie aniołki, mama-Ela, Waderki, Wiatraki,
przesiedzą nockę do rama, wypiją ze mną wścieklaki.
Wszystko, co kocham jest w górach, gdy wy jesteście ze mną.
 
Rozsypane dźwięki w Dołżycy, wzmocnione smakiem orzeszka,
dodadzą fantazji ułańskiej, by straszyć tam bobra, gdzie mieszka.
Północą, gdy światła gasną i w Cisnej robi się ciemno,
wszystko, co kocham jest w górach, gdy wy jesteście tam ze mną.

Oda do roboty

tekst: Jan Wochnik          muzyka: Tadeusz Śmieja


Kto wymyślił pracę wiadomo od zarania,                     D, A7, D
przez sześć dni nasz Stwórca budował cały świat.      D, A7, D
Potem odpoczywał, a ja mimo starania,
tyrać będę musiał circa czterdzieści lat.
 
          I dlatego tak powiem szpetnie,                                      G, D
          że mam głęboko w dupie wszystko,                              A7, D, D7
          choć ponoć praca uszlachetnia,
          to jednak uszczęśliwia lenistwo.
 
Dla tych, co harują od rana do wieczora,
już przed wiekami możni, którzy władzę trzymali,
mieli wzniosłą radę „ora et labora”,
żyjąc z pracy innych po brzuchach się klepali.
 
Hasła propagandy za komuną krzycząc,
nowy ład budowali, po kolana w błocie.
Z planów tych pozostał tylko pył, nie licząc,
Kotarbińskiego „Traktatu o dobrej robocie”.

Pożegnanie Majstra Biedy

słowa: Wiesława Kwinto - Koczan             muzyka: Tadeusz Śmieja

Kiedy znowu przyszło lato,         D, e
odszedł Majster Bieda.                 G0, D
Zostałego po nim miejsca            D, e
zapełnić się nie da.                        G, D
 
Nie postawią mu pomnika,          D, C
któż za to zapłaci?                         H7, e
Lecz legendą pozostanie              G0, D
wśród bieszczadzkiej braci.        e, G, D
 
Kiedy przyszło nowe lato,
powędrował w chmury.
Tam go bieda nie dopadnie,
będzie patrzył z góry.
 
Na zimową biel Połonin,
to znów karmin buków,
na zapasy z codziennością
swoich dawnych druhów.
 
Najważniejsze, że sam nie jest,
ze wpadł wprost w ramiona,
z dawna go czekającego
Wojciecha Bellona.

Ślepy los

słowa: Wiesława Kwinto - Koczan          muzyka: Tadeusz Śmieja
 
Po omacku dreptał sobie             D, A, D, G
stary, ślepy los.                              D, A, D
Białą laską postukiwał,
dźwigał monet trzos.
 
Trochę było szczerozłotych,         G, D
dźwięczących jak pieśń.                A, D, D7
Reszta była tyle warta,                  G, D
co na chlebie pleśń.                       A, D
 
Czasem ktoś go brał pod ramię
by przez drogę wieść,
albo nawet chciał pomagać
ciężki worek nieść.
 
Los z wdzięcznością gmerał
w trzosie, by nagrodę dać
i dobywał grosz fałszywy...
ot, psia jego mać.
 
Spryciarz jednak na manowce
wywiódł chytrze los
i opróżnił z monet złotych
cały losi trzos.
 
Zabrał wszystkie szczerozłote,
dźwięczące jak pieśń.
A zostawił nic nie warte,
jak na chlebie pleśń.

GSS (Główny Szlak Sudecki)

 

słowa: Jan Wochnik       muzyka: Tadeusz Śmieja

 

Ci, którzy lubią takie wyzwanie,                         a, d, E

szlakiem czerwonym ruszają ścieżką,                a, d, E

w Górach Izerskich przez Wysoki Kamień,       a, d, E

a w Karkonoszach Równią pod Śnieżką             a, E, a

 

       Od Świeradowa Zdrój do Prudnika,            d, G, C, a

       wiedzie Główny Szlak Sudecki.                    d, G, C

       Nosi imię doktora Orłowicza,                       d, G, C, a

       kilometrów ma czterysta czterdzieści       d, E, a

 

Przez Karpacz wiedzie szlak do Krzeszowa,

zaśniesz pod dachem Andrzejówki.

Nazajutrz czeka cię Wielka Sowa.

I dalsza trasa do Zygmuntówki.

 

Z Przełęczy Srebrnej na Błędne Skałki,

i tam gdzie Wilczków pieni się woda.

Na Puchaczówkę i na Krowiarki,

przez Złote Góry w stronę Paczkowa

 

Stąd niestety już tylko po płaskim,

i na asfalcie zdzieramy stopy.

By dotrzeć w końcu w Góry Opawskie,

z Schroniskiem niżej Biskupiej Kopy

Bal jesienny

słowa: Sławek Kasprzyk         muzyka: Tadeusz Śmieja

 
Wrzesień już, chłodny blask                C, G0
w ogrodzie tęcza.                                    F, G
Astrów las, rosy łzy
w perełki zmienia mróz.
Pachnie sad, dywan traw
purpurą syci.
Jabłek grad, złoto gór,
stubarwny wzywa szlak.
 
       Jesienne góry serce śni,                   F, G, C, e
       a jednak lata żal.                                 F, G, C, C7+
       Nie wróci czaru jego dni                  F, G, C, e
       bal jesienny.                                        F, G
 
Jesień już, kapie deszcz,
za oknem szarość.
Pasma mgieł, wicher gra,
jesienną słotną pieśń.
Pusty sad, cmentarz drzew,
modlitwę szepcze,
szara grań, lodu błysk,
górskich wypadów kres.

Anioł Stróż
słowa: Jan WOchnik;    muzyka: Tadeusz Śmieja

 
 
Nie mogę mieć żalu, że mój Anioł Stróż,                      a, d
drzemiąc przy barze się kiwa.                                       G, C
Wszak nie ma ze mną łatwego życia                             a, d
w oparach fajki i piwa                                                     E, a
 
O mój ty stróżu – boży urzędniku                          d, G, C, a
delegowany tu z nieba.                                             d, G, C, C7
Chociaż masz za mną kłopotów bez liku               d, G, C, a
Pomożesz mi, gdy zajdzie potrzeba.                      d, E, a
O mój ty stróżu – boży urzędniku
Na stanowisku anioła.
Chociaż masz za mną kłopotów bezliku
To stajesz przy mnie, gdy cię zawołam.
 
W młodości nieźle się za mną nalatał,
wędrował ze mną górami.
Wzrok swój odwracał, rumieńcem oblewał
gdym kochał się z dziewczynami.
 
Przez palce patrzył na moje wyskoki.
Taka niewdzięczna praca.
Nie mogąc w nocy wyciągnąć mnie z knajpy,
nazajutrz również miał kaca.
 
 
 
 
 
 
 
 
Copyright ©2017 wiekowebaszty, All Rights Reserved.
Liczba odwiedzin: 169